niedziela, 2 grudnia 2012

kryzysowo

Mam nie odparte wrażenie, że ostatnio kryzys skutecznie mi depcze po piętach. Co się chwycę jakiejś pozytywnej myśli... to zaraz coś się dzieje i czar pryska.

Miasto troszkę poszarzało, w końcu zima idzie. Już tylko sporadycznie spotkam grajka pod zieloną bramą. Choć wczoraj byłam światkiem jak choinkę stawiali. Drzewko jest baardzo duże, urodziwe i pachnie nim na całym długim targu ;)

W Gdańsku mieszkam nieopodal głównego miasta, przez które przedzieram się dzień po dniu na uczelnie i z powrotem.  W kamienicy na poddaszu... w uroczej norce choć ponad stu metrowej. Kiedy znalazłam to mieszkanie we wrześniu zakochałam się w nim od razu! Gdzieś głęboko przeczuwając że to zbyt piękne aby mogło .... i tak z początkiem roku czeka mnie ponowna przeprowadzka.

Kasa się skończyła i chyba jeszcze nigdy nie byłam w tak żałosnej sytuacji. Co wcale mi nie przeszkodziło aby skłamać ojcu, że ciągle coś jeszcze tam mam. A od tygodnia zjadłam może 3 normalne posiłki w tym 2 którymi mnie poczęstowano. Trochę brak mi perspektyw, bo na stypendium nie liczę.

Czuję zastój w sobie. Wracają moje demony. Ale chyba ciągle walczę... jeszcze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz